Aktualności i informacje

Sezon 2017, czyli walka z samą sobą, kontuzjami i chorobami

19 października 2017

Za nami kolejny rok zmagań tenisowych najlepszej polskiej tenisistki. Niestety nie przebiegał on tak Agnieszka i my byśmy tego chcieli. Aga nie mogła złapać odpowiedniego rytmu gry, ciągle przeszkadzały jej choroby czy kontuzje, a także rewelacyjnie grające rywalki. Wycofywała się z wielu turniejów (Madryt, Rzym, s’Hertogenbosch, Birmingham, Tokio). To wszystko skumulowało się na rozegranie jedynie 43 meczów w całym sezonie, z czego po 25 nasza tenisistka wznosiła ręce w geście triumfu.
Zacznijmy od początku. Już na starcie były problemy, gdy w meczu pierwszej rundy turnieju w Shenzhen Agnieszka Radwańska musiała bronić aż 3 piłki meczowe. Był to także turniej, gdzie Aga grała nową rakietą (zmiana z Babolat na Srixon). Niestety nie udało się obronić tytułu wywalczonego rok wcześniej, ponieważ Agnieszka musiała uznać wyższość Alison Riske w ćwierćfinale.

Kolejny start to jeden z nielicznych w tych sezonie powodów do dużej radość. Isia efektywną grą dociera do finału w Sydney, gdzie dopiero przygrywa z rewelacyjnie grającą Johanną Kontą. Po tym turnieju przyszedł czas na Australian Open, a w nim niestety wielka sensacja i smutek. Polka odpadła już w drugiej rundzie, uległa w niej weterance Mirjanie Lucić-Baroni i nie obroniła punktów za półfinał.

Następnie Agnieszka przeniosła się na Bliski Wschód, jednak tam także nie zagrała wielu meczów. W Dausze już w pierwszym meczu przegrała ze swoją przyjaciółką Caroline Wozniacki, a w Dubaju w trzeciej rundzie z młodziutką CiCi Bellis. Po tych niepowodzeniach było odrobinę czasu na przyjemniejsze akcenty – Fan Club spotkał się z Agnieszką z okazji jej urodzin, wręczyliśmy Isi drobne upominki i życzyliśmy zdrowia i szczęścia w dalszej części sezonu.

Marzec to czas dwóch dużych amerykańskich turniejów, czyli Indian Wells i Miami. W obu Aga odpadała jednak w trzeciej rundzie, w Indian Wells przegrywając z zawsze groźną Chinką Peng Shuai, a w Miami ponownie musiała uznać wyższość Mirjany Lucić-Baroni. Podczas turnieju w Miami Agnieszkę niestety dopadł wirus, który utrudniał jej grę na najwyższym poziomie.

Po ciężkim początku sezonu przyszedł czas na turnieje na nawierzchni ziemnej. Niestety pojawiły się kolejne problemy, tym razem kontuzja stopy. Aga zagrała w Stuttgarcie tylko jeden mecz, przegrywając z Ekateriną Makarovą, potem wzięła udział w turnieju pokazowym Tie-Break Tens, ale musiała się wycofać ze startu w dwóch dużych turniejach: w Madrycie i Rzymie właśnie przez tę kontuzję. Zwieńczeniem tej części sezonu był wielkoszlemowy French Open, gdzie Isię zatrzymała w trzeciej rundzie zawodniczka gospodarzy Alize Cornet.

Agnieszka Radwańska - Sezon 2017

Chorób ciąg dalszy, czyli kolejna infekcja wirusowa, przez co Isia musiała odpuścić turnieje na ulubionej nawierzchni trawiastej: s’Hertogenbosch oraz w Birmingham. Aga zdecydowała się jednak na start w Eastbourne, gdzie pogoda pokrzyżowała plany organizatorom, gdyż tenisistki i tenisiści musieli grać nawet na kortach treningowych, które nie były w dobrym stanie, na co narzekali sami tenisiści. Polka jednak nie poradziła sobie w trudnych, zimnych i deszczowych warunkach i po pierwszym meczu pożegnała się z turniejem po przegranej z Lauren Davis. Ostatnim trawiastym przystankiem był ulubiony turniej najlepszej polskiej zawodniczki – Wimbledon. Tam Isia zagrała kilka naprawdę dobrych, solidnych spotkań. Widać było, że czuje się już o wiele lepiej i że nadal chce walczyć jak lwica. Dopiero w IV rundzie zmęczoną Agnieszkę zatrzymała Svetlana Kuznetsova. Podczas Wimbledonu na każdym meczu Agnieszce towarzyszył nie tylko jej Team, ale również przedstawiciele Fan Clubu, którzy otrzymali nawet zaproszenie od Agi na jej mecz na korcie centralnym Wimbledonu.

W lipcu poza turniejami Agi miały miejsce trzy inne bardzo ważne wydarzenia. W lipcu swoją premierę miała pierwsza autoryzowana książka o Agnieszce, napisana przez Artura Rolaka: „Jestem Isia. Rozmowa z Agnieszką Radwańską„. 22 lipca wreszcie nadszedł długo oczekiwany moment, który wielokrotnie był tematem medialnych plotek – ślub tenisistki z jej drugim trenerem i sparingpartnerem – Dawidem Celtem. Odbyła się także już trzecia edycja naszego turnieju AFC Tennis Open, który w tym roku objęła patronatem sama Agnieszka Radwańska. Po turnieju, w którym udział brali amatorzy należący do FC oraz fani Agi, ponownie zobaczyliśmy się z Isią i jej mężem wręczając kwiaty i prezent od Fan Clubu z życzeniami szczęścia na nowej drodze życia.

W tym roku Agnieszka nie spełniła swojego amerykańskiego snu. W drugiej części sezonu zagrała 4 turnieje na tym kontynencie, ze zmiennym szczęściem. Impreza w Toronto zakończyła się dla niej w trzeciej rundzie, gdzie ponownie przegrała z Caro Wozniacki, a w Cincinnati przegrała już niestety w pierwszej rundzie, ulegając zawsze groźnej i dobrze serwującej Julii Goerges. W New Haven Aga broniła tytułu, jednak nie udało jej się tego dokonać, odpadła w półfinale ze zwyciężczynią całej imprezy – Darią Gavrilovą. Ostatnim turniejem w tym roku w Ameryce był oczywiście US Open. Agnieszka ponownie walczyła jak lwica w trzeciej rundzie, jednak reprezentantka gospodarzy Coco Vandeweghe wygrała ten bardzo zacięty mecz, a Isia po raz pierwszy od 6 lat nie osiągnęła w sezonie ani jednego półfinału wielkoszlemowego.

Na koniec ulubiona część sezonu naszej idolki, czyli Azja. Jednak i tu jej plany pokrzyżowała choroba, przez którą musiała wycofać się z rywalizacji w Tokio. Wuhan i Pekin to kolejne trzecie rundy i porażki po zaciętych meczach z młodziutkimi Ashleigh Barty i Darią Kasatkiną. Ostatni start, czyli debiut w Hongkongu niestety nie przyniósł zmian i przełamania, a Isia zakończyła sezon przybijającym 0:6 w trzecim secie z wracającą po kontuzji Australijką Samanthą Stosur w drugiej rundzie.

To był ciężki rok. Zarówno dla naszej ulubienicy, jak i dla nas, jej wiernych fanów. Ale nie możemy się załamywać. Każdy ma prawo do chwilowego kryzysu, zwłaszcza, że od 10 lat jest na samym szczycie w swojej dyscyplinie. I mimo tego, że Aga zakończy ten sezon w trzeciej dziesiątce, wierzymy, że następny będzie lepszy, że Polka udowodni sobie i całemu światu, że jeszcze się nie wypaliła i będzie potrafiła wrócić do czołówki. Trzymamy kciuki za udany wypoczynek i przygotowanie do startów i niezmiennie – jesteśmy z Tobą Isia! 

Nowy rozdział tej pięknej historii zaczyna się już w styczniu, a my nie możemy się doczekać jego początku. Mamy nadzieję, że będzie bardziej kolorowy niż tegoroczny. Do zobaczenia w Auckland!

Autor tekstu: Igor Sala