Aktualności i informacje

Wuhan 2017 – azjatycka część sezonu i trzecia runda na start

1 października 2017

Ten sezon jest dla Agnieszki wyjątkowo pechowy pod względem tenisowym. Choroby nie chcą zostawić Isi w spokoju. Jednak jak wiadomo, Aga to urodzona wojowniczka i mimo tak wielu przeciwności losu – walczy i zostawia serducho na korcie. Azjatycka przygoda miała się rozpocząć w Tokio, lecz znowu wirus postanowił pokrzyżować plany, co poskutkowało wycofaniem się Polki z turnieju. Kolejnym przystankiem w Azji dla Agi było chińskie Wuhan Open, gdzie na szczęście udało się zagrać.

Wszelkie rozważania na temat drabinek turniejowych nie bardzo mają sens – zwłaszcza w obecnym sezonie. Jak mówi Aga:„ nie ma dobrych drabinek, są złe lub bardzo złe”. Trudno się z tym nie zgodzić. W tym roku w Wuhan panował bardzo duży upał i wilgotność co utrudniało zawodniczkom rywalizację na kortach.

Runda 1.: Agnieszka Radwańska vs Magdalena Rybarikova
Na początku seta pierwszego każda z tenisistek wygrała swoje gemy serwisowe. Po chwili jednak to Magdalena objęła prowadzenie w secie na 3:1. Kto potrafi się tak świetnie bronić? No przecież, że nasza Isia! Kompletnie nic sobie nie robiąc z dotychczasowego obrotu sprawy, wyrównała stan seta na 3:3. W tym momencie ponownie Agnieszka została przełamana przez Słowaczkę, ale odrobienie przełamania nie zajęło dużo czasu. Nasza tenisistka doprowadziła do rozstrzygnięcia seta 6:4 wygrywając kolejne gemy.

W secie drugim Aga dość szybko uzyskała wysoką przewagę na 4:1 w gemach. Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza już do końca seta i meczu, ponownie potwierdziło się, że w kobiecym tenisie wszystko jest możliwe i że żadna przewaga nie jest bezpieczna. Po chwili na tablicy wyników mogliśmy zobaczyć wynik 5:2 dla Isi i choć miała ona już piłki meczowe, to Słowaczka doprowadziła do wyrównania stanu seta na 5:5. To jeszcze bardziej zdenerwowało naszą tenisistkę, która już do końca drugiej partii nie oddała pola przeciwniczce. Mecz pierwszej rundy zakończył się wynikiem 6:4, 7:5.

fot. AFP

Runda 2.: Agnieszka Radwańska vs Julia Goerges
W rundzie drugiej czekała o wiele bardziej wymagająca przeciwniczka niż w poprzednim meczu. Agnieszka nie ma z nią dobrych wspomnień (przez chociażby ich mecz podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie). Teraz jednak otwierała się nowa szansa, mecz był czystą biała kartą, którą dwie sportsmenki miały zapisać na korcie.

Set pierwszy rozpoczął się od zdobywania gemów przez każdą z tenisistek systemem: gem za gema. I tak od rezultatu 2:2, 3:3, 4:4, 5:5 dotarliśmy do momentu rozstrzygnięcia w pierwszej odsłonie spotkania. Aga znów swoją wspaniałą obroną i pewnością gry zakończyła seta wynikiem 7:5. Mogliśmy trochę odetchnąć, ale nadal należało trzymać się na baczności!

Drugiego seta Isia pięknie rozpoczęła od prowadzenia 2:0. Przy stanie seta 2:1 Polka popisała się cudownym passing shotem. Można powiedzieć, że powtórzyła się historia z pierwszego seta, kiedy to również mieliśmy wynik 3:3, 4:4, 5:5. I w tej samej chwili Aga włączyła dodatkowy bieg i także tego seta wygrała 7:5.
Warto podkreślić, że dzięki tej wygranej Isia zanotowała 500. zwycięstwo w głównym cyklu rozgrywek, czyli w głównych drabinkach turniejów WTA i Wielkich Szlemów.

fot. Xinhua

Runda 3.: Agnieszka Radwańska vs Ashleigh Barty

Ciężko było przewidzieć czego możemy spodziewać się w trzecim meczu, ponieważ gra z zawodniczką znaną do tej pory z telewizji lub z przypadkowego spotkania na korcie jest nieprzewidywalna. Aga nigdy wcześniej nie grała z Barty, która przede wszystkim wybornie radzi sobie w deblu, ale również w singlu potrafi napsuć krwi wysoko notowanym przeciwniczkom.

Pierwszego seta tenisistka z Australii rozpoczęła mocno, od prowadzenia 3:1. Podobnie jak we wcześniejszych meczach w Wuhan, polska tenisistka odrobiła straty i doszło do wyrównania na po 3 w gemach. Od tej chwili Aga nie pozwoliła się już przełamać i wygrała tego seta 6:4. Można było przypuszczać, że Isia znalazła sposób na grę z Barty, ale późniejsze minuty niestety pokazały co innego.

Set drugi niestety przebiegł dla Polki i jej fanów bez historii. W grze naszej tenisistki jakby się coś zacięło. Ashleigh grała to, co chciała. Piłka, siatka, wszystko się jej słuchało. Miała też trochę szczęścia, które zaprowadziło ją do zwycięstwa w secie 6:0, a trzeba zauważyć, że Barty w Wuhan nie tylko z Agnieszką wygrała seta do zera, bo i m.in. Johanna Konta musiała przełknąć taki wynik w konfrontacji z Australijką.

W trzecim secie do wyniku 2:2 wszystko szło po równo. Niestety od tego momentu gra najlepszej polskiej tenisistki znów się pogorszyła, co od razu wykorzystała jej przeciwniczka wychodząc na prowadzenie 4:2, by później wygrać seta 6:2 i cały mecz 4:6, 6:0, 6:2. Trzeba powiedzieć, że Barty wygrała zasłużenie i pokazała, że potrafi grać nie tylko w deblu, ale również w singlu może osiągać sukcesy. Jak się później okazało, tenisistka z Australii zagrała w finale i dopiero tam została zatrzymana.

fot. Xinhua

 

Pomimo faktu, iż Aga nie zdołała obronić punktów sprzed roku, występ Polki w Wuhan możemy uznać za pozytywny. Isia przystąpiła do turnieju nie w pełni zdrowa, po ciężkiej grypie, która tak naprawdę mogła ją wyeliminować z gry. Niestety, jak podkreśla Dawid Celt, drugi trener Agnieszki, w tym sezonie wychodzi 10 lat grania na najwyższym poziomie, Agi odporność jest zdecydowanie poniżej zadowalającego poziomu, a i gra pozostawia wiele do życzenia. Jest jednak odrobinę lepiej, niż było przez większość sezonu.

Teraz przed naszą tenisistką obrona 1000 punktów zdobytych rok temu dzięki zwycięstwu w Pekinie. Jest to niewątpliwie wyzwanie bardzo duże, wręcz ogromne, ale nie z takimi sobie Aga dawała radę. Fanom i kibicom pozostaje trzymanie mocno kciuków i wspieranie Isi. Ona to naprawdę bardzo docenia i tego potrzebuje.

Autor tekstu: Patrycja Niemczyk