Aktualności i informacje

US Open 2017 – agresywniejsza odsłona Agnieszki – trzecia runda w Nowym Jorku

3 września 2017

Po półfinale w New Haven Agnieszka pojechała do Nowego Jorku powalczyć o coś więcej niż dotychczasowe najlepsze osiągnięcie na US Open czyli czwarta runda. Nikogo raczej nie dziwi fakt, że mało kto upatrywał w tym turnieju szanse dla Agi na zdobycie pierwszego tytułu wielkoszlemowego. Choć Polka lubi korty twarde to obiekt Flushing Meadows raczej jej nie sprzyja. Biorąc dodatkowo pod uwagę słabszy sezon, osiągnięcie czwartej rundy byłoby uważane za sukces.

Losowanie turniejowej drabinki nie było ani dobre, ani złe. Aga trafiła do tej samej ćwiartki co Karolina Pliskova, Swieta Kuzniecowa czy Coco Vandeweghe, ale już od pierwszego meczu trzeba było zagrać na wysokich obrotach, by móc myśleć o kolejnych rundach i rywalkach o dużych nazwiskach.

Agnieszka Radwańska vs Petra Martić

W pierwszej rundzie Agnieszka trafiła na Petrę Martić, z którą wcześniej grała dwukrotnie i oba mecze wygrała: Australian Open 2011 – 6:3, 6:4 i Toronto 2011 – 6:3, 6:3. W ostatnim czasie jednak dużo zmieniło się u Chorwatki, która w tym roku świetnie radziła sobie na Wimbledonie czy na Roland Garros. Mecz z powodu opadów przełożono na kolejny dzień, co mogło wzbudzić niepokój, ponieważ Aga nie przepada za przekładanymi meczami.

Petra nie miała swojego dnia i nie postawiła Agnieszce poprzeczki zbyt wysoko. Isia znakomicie mijała rywalkę, grała sporo skrótów i lobów, dzięki czemu zdobywała sporo efektownych punktów. Zagrała mnóstwo piłek kończących. Isia agresywniej niż zwykle, pewnie i spokojnie, mając wszystko pod kontrolą. W pierwszym secie nasza tenisistka posłała 4 asy serwisowe. Pierwsza odsłona zakończyła się zwycięstwem 6:4.

W drugim secie Aga prowadziła 5:2 i mogła mecz zakończyć szybciej, ale Chorwatce udało się doprowadzić do tie-breaka. Tam Aga nie dała przeciwniczce większych szans. Grała zdecydowanie, do przodu, zaskakując swoim ofensywnym nastawieniem i prezentując bardzo dobry poziom w obronie, do czego akurat fani Polki są przyzwyczajeni. Pewne zwycięstwo 6:4, 7:6 (3) pokazało, że gdy Agnieszce Radwańskiej „siedzi serwis” to rywalki mają naprawdę twardy orzech do zgryzienia.

Agnieszka Radwańska vs Petra Martić

fot. twitter.com/Radwanska_Fans

Agnieszka Radwańska vs Julia Putincewa

W drugiej rundzie po drugiej stronie kortu do piłek biegała Kazaszka, która znana jest z wybuchowego temperamentu i mało eleganckiego zachowania. Z Julią Putincewą Isia grała dwukrotnie i oba mecze wygrała, a ostatni to Australian Open 2014, 6:0, 5:7, 6:2. W tym sezonie obie tenisistki nie błyszczą formą, dlatego na korcie mogło wydarzyć się wszystko. Putincewa w tym sezonie pokonała m.in. Kuzniecową czy Cibulkovą, więc nie można powiedzieć, że nie potrafi grać w tenisa.

Nie był to łatwy mecz dla Agi. Kosztował bardzo dużo wysiłku. Pierwszy set trwał ponad 70 minut. Zaczęło się niekorzystnie dla naszej tenisistki, która dość szybko pozwoliła odskoczyć Julii na 2 gemy przegrywając swoje podanie. Jednak Aga nie dała rywalce narzucać swoich warunków gry. Walka była wyrównana i naprawdę intensywna. Agnieszka grała agresywniej, wielokrotnie wychodziła do siatki i choć nie każda akcja przy siatce kończyła się punktem dla naszej tenisistki, było na co popatrzeć i co oklaskiwać. Przeciwniczka miała swoje lepsze i gorsze momenty, podobnie jak Aga, ale to Polka zamknęła seta wynikiem 7:5.

W drugim secie mogliśmy zobaczyć mnóstwo emocji i nerwów po stronie Kazaszki. Coraz dłuższe wymiany i nieskuteczne skróty posyłane przez Julię podcinały jej skrzydła, a na dodatek tenisistka była zmuszona skorzystać z pomocy fizjoterapeuty. Agnieszka grała konsekwentnie swój tenis i nie zwracała uwagi na wybuchowe zachowanie po drugiej stronie siatki.

Nasza tenisistka zagrała w meczu 28 winnerów, popełniła 16 niewymuszonych błędów i posłała 3 asy, dzięki czemu cały mecz wygrała wynikiem 7:5, 6:2.

W kolejnej rundzie przeciwniczką w walce o wyrównanie najlepszego rezultatu z US Open była Amerykanka Coco Vandeweghe.

Agnieszka Radwańska vs Julia Putincewa

fot. Clive Brunskill

Agnieszka Radwańska vs Coco Vandeweghe

Aga nie jest ulubioną przeciwniczką Coco. Panie grały ze sobą 6 razy, nasza Agnieszka wygrała 5 spotkań. Ostatni mecz: Rogers Cup 2017, zwycięstwo Agi 6:3, 6:2. Coco w Toronto przegrała dość gładko, ale to nie oznaczało, że w Nowym Jorku przebieg meczu będzie podobny. Amerykanka gra w tym sezonie znakomicie i jest bardzo groźna. Można więc było spodziewać się, że przy własnej publiczności będzie chciała zrewanżować się za porażkę z Toronto i że czeka nas intensywny mecz.

W pierwszym secie Agnieszka bardzo szybko wyszła na prowadzenie 3:0, ale gdy Coco przyzwyczaiła się do warunków panujących na korcie centralnym, zdobyła 5 kolejnych gemów! Bardzo pomagał jej dobry serwis, nie popełniała zbyt wielu błędów, atakowała i narzucała swój styl gry. Ostatnie 4 gemy pierwszego seta były bardzo zacięte i wyrównane. Aga miała swoje szanse, ale to Coco zapisała seta po swojej stronie z wynikiem 7:5.

W drugim secie Aga bardzo przyzwoicie serwowała, grała agresywnie i potrafiła wykorzystać słabsze momenty gry przeciwniczki. Coco chwilami wręcz gotowała się w środku i popełniała błędy. Mogliśmy zobaczyć efektowne zagrania, mnóstwo walki i mnóstwo frustracji po stronie Amerykanki, która rzucała rakietą po stracie punktu. Isia ani na chwilę nie odpuściła, pomagała sobie serwisem, a i przeciwniczka sprawiła kilka prezentów. Nasza tenisistka wygrała seta 6:4 i można było pomyśleć, że Coco nie wytrzyma tempa meczu, a przede wszystkim podłamie się po przegranej drugiej partii.

Trzeci set wyglądał jednak zupełnie inaczej, niż można się było spodziewać. Amerykanka wyszła na kort z ogromną pewnością siebie i wyszła na prowadzenie 2:0 w gemach. Aga jednak nie poddawała się, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć naprawdę zażartą walkę i grę na dużym poziomie intensywności. Niestety serwis Polki nie funkcjonował tak, jak powinien i nie ułatwiał zdobywania punktów. Za to u przeciwniczki pojawiły się asy serwisowe i to w najważniejszych momentach meczu. Z obu stron mogliśmy zobaczyć akcje przy siatce, zwłaszcza w trzeciej odsłonie Coco nie chciała wchodzić z Agą w długie wymiany z głębi kortu. Set zakończył się zwycięstwem Coco po dwóch asach serwisowych w decydującym gemie – cały mecz wynikiem 7:5, 4:6, 6:4

Agnieszka Radwańska vs Coco Vandeweghe

fot. Matthew Stockman

Mecz został uznany przez tenisowych specjalistów za najlepszy dotychczasowy mecz w turnieju pań podczas US Open 2017. Obu paniom nie można odmówić zaangażowania i woli walki. Agnieszka miała swoje szanse, ale niestety nie wykorzystała ich. Możemy być jednak dumni z Agi, ponieważ jej gra wygląda zdecydowanie lepiej niż przez większą część sezonu 2017. Choć wynik nie cieszy, bo każdy fan Agi chciałby zwycięstwa naszej tenisistki to cieszy fakt, że Agnieszka walczyła w trzech setach, przez prawie 3 godziny, nie odpuszczając i prezentując bardzo dobry tenis. Czego zabrakło? Może kilku innych decyzji, odrobiny szczęścia, inaczej ułożonej rakiety czy kilku lepszych serwisów. Na pewno nie zabrakło serca do walki!

Szkoda również, że niesmak po meczu zapewniła Amerykanka, która po ostatniej piłce nie potrafiła zachować się z szacunkiem wobec Agnieszki. Mowa o tym, że gdy Agnieszka podeszła do siatki by podać rękę przeciwniczce i podziękować za mecz, Coco odwróciła się plecami i odeszła od siatki. Po zaprezentowaniu swojej radości po zwycięstwie podała rękę, ale jej zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Cóż… szkoda. Nie każdy potrafi przegrywać, ale jak widać – również nie każdy potrafi ładnie zwyciężać.

Agnieszka nadal marzy o wygraniu turnieju wielkoszlemowego. Po każdym przegranym meczu wśród kibiców pojawiają się głosy, że Aga szlema nie wygra, bo brakuje jej szczęścia czy siły uderzeń. Nie znamy przyszłości i nie wiemy co się wydarzy. Nawet jeżeli to marzenie miałoby pozostać tylko marzeniem – dopóki piłka w grze, będę marzyć o szlemie razem z Agą i trzymać za to kciuki. Dopóki Aga nie odkłada rakiety – wszystko jest możliwe i będę czekać na rozwój wydarzeń, do ostatniej piłki!

Kolejne szanse już za kilka miesięcy! A teraz czas na azjatycką część sezonu.

Autor tekstu: Agnieszka Bartoszewska