Aktualności i informacje

New Haven 2017 – drugi półfinał w sezonie – nowa Aga na korcie

26 sierpnia 2017

Rok temu Agnieszka zdobyła tytuł w New Haven. W tym roku jechała więc na ostatni turniej przed wielkim US Open jako mistrzyni z sezonu 2017, a także najwyżej notowana tenisistka tego turnieju. Z racji rozstawienia z jedynką, Aga w pierwszej rundzie miała wolny los. Można powiedzieć, że podczas tegorocznego US Open Series z turnieju na turniej Aga się rozkręcała i grała coraz lepiej, w końcu lubi korty twarde. A w New Haven ludzie lubią Agnieszkę i to z wzajemnością.

Runda 2.: Agnieszka Radwańska vs Eugenie Bouchard

Losowanie mogło wskazywać, że Agnieszka będzie miała potężne problemy już od pierwszego meczu, czyli od drugiej rundy. Genie jest groźną tenisistką, a w tym sezonie pokazała już, że wraca do lepszej dyspozycji, choć nadal nie prezentuje tego, na co ją stać. Wcześniej panie grały ze sobą 3 razy i każdy z meczów, w dwóch setach wygrywała nasza tenisistka.

Do stanu 3:3 set przebiegał dosyć wyrównanie dla obu tenisistek. Natomiast od tego momentu to Agnieszka dyktowała warunki na korcie i już po 40 minutach mogła cieszyć się z wygrania pierwszej partii 6:3. Już ten set pokazał nam wiele ciekawych i efektownych wymian z obu stron. Pierwszy, jak i drugi set stały na bardzo wysokim poziomie.

Drugi set, można śmiało powiedzieć, że była to do pewnego momentu kopia seta pierwszego, ponieważ Aga i Genie doprowadziły w nim do wyrównania na 3:3. Przy stanie 5:4 Isia miała 3 piłki meczowe, jednak nie zdołała ich wykorzystać i zamknąć seta, jak i całego meczu na swoją korzyść. Te wydarzenia nie zniechęciły naszej tenisistki do gry, wręcz przeciwnie – dodały jej jeszcze więcej siły i motywacji, dzięki czemu po godzinie i 45 minutach Aga wygrała seta 7:5 i cały mecz 6:3, 7:5 i awansowała do ćwierćfinału turnieju.

Mogliśmy oglądać w tym pojedynku zupełnie inną Agnieszkę niż we wcześniejszych turniejach tego sezonu. Isia grała odważnie, atakowała, czarowała swoimi magicznymi zagraniami i broniła się jak lwica. Znakomita antycypacja ze strony naszej tenisistki. Isia w wielu momentach była dokładnie tam, gdzie przeciwniczka posyłała piłki. A to był dopiero przedsmak tego co czekało nas w kolejnym meczu gdzie Aga miała grać przeciwko Shuai Peng, z którą miała rachunki do wyrównania.

New Haven - 2 runda turnieju

fot. Maddie Meyer

 

Ćwierćfinał: Agnieszka Radwańska vs Shuai Peng

Agnieszka grała z Chinką 6 razy, wygrywając 3 mecze. Ostatnio to Peng była górą, dlatego Aga musiała się podwójnie zmobilizować.

Już na samym początku Aga przełamała rywalkę na 2:1, lecz jak to w kobiecym tenisie – wszystko jest możliwe. Po chwili wynik zmienił się na korzyść tenisistki z Chin, która objęła prowadzenie 3:2. Rozpędzona Shuai Peng doprowadziła do wyniku 5:4 na swoją korzyść. Wtedy zrobiło się nerwowo, gdyż Aga musiała bronić się przed utratą seta. Jak wiadomo – nasza Isia jest waleczna i potrafi znaleźć w sobie siłę, by odwrócić losy seta czy nawet całego meczu. Od razu wzięła sprawy w swoje ręce i doprowadziła do wyrównania na 5:5, by po chwili wygrać seta 7:5. Był to set pełen długich i efektownych wymian. Isia wielokrotnie przejmowała inicjatywę, szła do przodu, atakowała, wywierała presję na Chince, broniła się przed agresywnym stylem gry przeciwniczki. Mogliśmy zobaczyć dużo dobrego serwisu, returny, wyjścia do siatki w wykonaniu Agnieszki Radwańskiej.

W drugim secie nasza tenisistka ani myślała, aby zwalniać tempo gry i już w pierwszym gemie tego seta przełamała serwis rywalki. Choć tenisistka z Chin robiła co mogła, Aga po pewnym czasie prowadziła już 4:2, później 5:3 by przy trzeciej piłce meczowej wygrać seta 6:3 i cały mecz 7:5, 6:3. Aga nadal bardzo dobrze serwowała, nie odpuszczała, wyciągała naprawdę trudne piłki, biegała po korcie, walczyła o każdą piłkę. Agnieszka zrobiła bardzo dużo, by awansować do półfinału imprezy, gdzie czekała już tenisistka z Australii – Daria Gavrilova, z którą Isia nigdy nie grała.

Agnieszka Radwańska - Ćwierćfinał - New Haven

fot. Maddie Meyer

 

Półfinał: Agnieszka Radwańska vs Daria Gavrilova

Mecz zapowiadał się na pewno bardzo ciekawie, ponieważ tenisistki nigdy wcześniej ze sobą nie grały ( jak to możliwe?).

Już od pierwszych piłek było widać, że Daria nie podda się łatwo i będzie walczyła o pełną pulę, ponieważ awans do finału dawałby jej szansę na walkę o pierwszy tytuł w karierze. Szybko wyszła na prowadzenie 3:0. Aga znana jest z tego, że łatwo się nie poddaje i potrafi odwrócić każdy wynik na swoją korzyść. Tak było i tym razem, gdy odrobiła straty na 3:4. Wtedy jednak Australijka włączyła kolejny bieg i wygrała gema na 5:3, po czym Agnieszka zdobyła kolejnego gema. Jednak szczęście uśmiechnęło się do Darii, która wykorzystała piłkę meczową i wygrała pierwszą partię 6:4.

Taki rozwój sytuacji nie zniechęcił naszej tenisistki do podjęcia walki i próby doprowadzenia do rozstrzygnięcia meczu w trzech setach. Polka objęła prowadzenie 2:0, kiedy to Daria znów zaczęła szaleć na korcie i wynik szybko się zmienił na 2:2, później 3:3. Była walka, zostawione serducho na korcie. Jednak to tenisistka z Australii po godzinie i 40 minutach cieszyła się z awansu do finału turnieju. Gavrilova wygrała cały mecz 6:4, 6:4. Przeciwniczka grała naprawdę agresywnie, do przodu, wielokrotnie mijając Agę czy wygrywając akcje przy siatce. Agnieszka w tym meczu miała spore kłopoty z grą przy siatce, przegrywała sporo punktów. Serwis również nie funkcjonował tak dobrze, jak powinien.

Agnieszka Radwańska tym samym nie obroniła tytułu zdobytego przed rokiem. Mogliśmy jednak zobaczyć, że Isia z turnieju na turniej się rozkręca i gra coraz lepiej. Jest to dobry prognostyk przed zbliżającym się dużymi krokami US Open 2017. Polka gra agresywniej, stara się odgrywać mocniejsze piłki, przejmować inicjatywę, a przede wszystkim walczy o każdą piłkę, czego brakowało w ostatnich tygodniach.

New Haven 2017 - półfinał

fot. Catherine Avalone

 

Niektórzy mówią, że Aga gra dalej słabo, że już nie wygra żadnego turnieju. Narzekać każdy potrafi, gorzej z cierpliwością i wiarą. Sezon nie należy do najlepszych, ostatnie miesiące nie są powodem do dumy, ale z meczu na mecz widać postępy i odbudowywanie wiary w siebie i swoje umiejętności. Do końca sezonu mamy jeszcze trochę czasu i kto wie, co się wydarzy. Mnie cieszy to, że Agnieszka znów walczy, nie poddaje się po przegranych gemach, wychodzi na kort by walczyć o każdą piłkę, znów czaruje zagraniami i daje z siebie tyle, ile aktualnie może z siebie dać: 100% możliwości na ten moment, w którym teraz się znajduje. Nie jest to szczyt formy, do tego jeszcze daleko.

Teraz czas na wielkoszlemowy US Open. Pierwszy mecz Isia zagra z Petrą Martić, której absolutnie nie wolno lekceważyć. Czekamy więc na wtorek i na to, co przyniesie nowy turniej i nowe rozdanie!

Autor tekstu: Patrycja Niemczyk