Aktualności i informacje

Toronto 2017 – Let’s Get It Started czyli US Open Series czas zacząć

12 sierpnia 2017

Najważniejsze w życiu jest zdrowie. Jak mantrę powtarzamy to choćby przy każdych składanych życzeniach. Tak samo postępuje w tym sezonie Agnieszka, która w tym roku nie gra tak wielu turniejów, jak to bywało w poprzednich latach, ponieważ zdrowie na to jej nie pozwala. Od Wimbledonu minął prawie miesiąc, nasza tenisistka po tak długiej przerwie wróciła na kort, by powalczyć w turnieju Rogers Cup. Mało treningu, mało ogrania. Tak naprawdę nie było wiadomo czego można się spodziewać. Jednak jak to nasza Królowa Tenisa – zawsze nas zaskoczy. Tak było i tym razem!

Runda 1.: Agnieszka Radwańska vs Coco Vandeweghe

Zaraz po rozlosowaniu drabinki turniejowej wszyscy obawiali się tego meczu, ponieważ Coco to zawsze groźna przeciwniczka. Później okazało się, że były to obawy niesłuszne.
Polska tenisistka przystąpiła do tego spotkania z pewnością siebie i świeżością po wspomnianej przerwie. Amerykanka przyjechała do Toronto tuż po finale w Stanford, a więc miała już kilka solidnych meczów w nogach. Od pierwszej piłki można było zauważyć, że przerwa w grze dobrze wpłynęła na Agę. Do stanu po 2 w gemach panie wygrywały swoje podania. Jednak od 2:2 głos w pierwszej odsłonie meczu miała tylko Aga, która przełamywała rywalkę i pewnie trzymała swoje gemy serwisowe, co doprowadziło do zwycięstwa w pierwszej partii 6:3.

Set drugi rozpoczął się wynikiem 1:1 w gemach. Znów pewna i skuteczna gra Agi pozwoliła jej osiągnąć prowadzenie 5:2, by ostatecznie wygrać seta 6:2. Coco nie potrafiła odnaleźć się na korcie, wyraźnie sposób gry Agnieszki Radwańskiej jej „nie leżał” i powodował coraz większą frustrację. Każda kolejna piłka zagrywana przez Polkę odbierała Amerykance chęci do gry – roztrzaskanie rakiety wisiało w powietrzu.

Biorąc pod uwagę długą przerwę i braki treningowe, można powiedzieć że był to bardzo dobry mecz w wykonaniu naszej tenisistki, która zaserwowała w nim aż 5 asów. Można by powiedzieć, że Coco nie była w najwyższej formie, ponieważ była zmęczona i miała za sobą długą podróż, ale to przecież Aga narzuciła jej od samego początku swoje tempo gry, w którym tenisistka z USA nie potrafiła się odnaleźć. Z punktu widzenia Isi był to dobry prognostyk przed kolejnym meczem, w którym rywalką Agnieszki miała być Timea Babos.

 

Rogers Cup 2017

fot. Vaughn Ridley

Runda 2.: Agnieszka Radwańska vs Timea Babos

Kolejna rywalka, tym razem odrobinę zagadkowa, ponieważ panie nigdy ze sobą nie grały. Niemożliwe? A jednak są jeszcze takie tenisistki, z którymi Isia nie grała. Mecz niepewności? Nie wiadomo czego się spodziewać? W tym pojedynku czekała nas ciekawa i jakże przyjemna niespodzianka. Otóż pierwszy set trwał zaledwie 23 minuty i chyba mało kto się tego spodziewał. Był grą tylko jednej aktorki – naszej Agi i zakończył się wynikiem 6:0!  Tenisistka z Węgier nie postawiła żadnego oporu i absolutnie nie miała żadnego pomysłu, by przechylić inicjatywę na swoją stronę. Pewny serwis naszej tenisistki, solidność i regularność powodowały u przeciwniczki coraz więcej błędów i nerwów.

Set drugi, podobnie jak poprzedni, rozpoczął się szybkim prowadzeniem Agnieszki 4:0. Kiedy już wydawało się, że Polka odjedzie na tzw. „ rowerku” Timea wygrała gema, który okazał się być gemem honorowym. Agnieszka bez problemu zamknęła drugą część spotkania wynikiem 6:1 i po 46 minutach mogła cieszyć się z awansu do 3. rundy, gdzie czekała już jedna z najlepszych przyjaciółek – Caroline Wozniacki.

 

Agnieszka Radwańska - Rogers Cup

fot. Jimmie48

Runda 3.: Agnieszka Radwańska vs Caroline Wozniacki

Prywatnie wielkie przyjaciółki, lecz czasami przychodzi taki moment, że muszą na godzinę lub dwie stać się rywalkami dla siebie. Tak było i tym razem, kiedy to turniejowa drabinka postanowiła postawić je znów naprzeciw siebie. Kilka dni wcześniej Caro bawiła się na weselu Agnieszki, a w Toronto musiała stanąć po przeciwnej stronie kortu. Zagrały ze sobą po raz 17. w profesjonalnych rozgrywkach, a meczów nieoficjalnych i wspólnych treningów chyba nie da się zliczyć. W takich przypadkach nie ma już miejsca na zaskoczenie czy brak znajomości gry przeciwnika.

Choć początek spotkania mógł wskazywać na ogromną walkę do samego końca, kolejne gemy pokazały, że jednak tego dnia nie zobaczymy tenisowej batalii. Przy stanie 3:2 dla Dunki polskiego pochodzenia nasza tenisistka została przełamana i to w dużej mierze zaważyło w całym meczu. Set ten ostatecznie zakończył się wynikiem 6:3 dla Caro. Chociaż Aga przegrała tego seta to mogliśmy zobaczyć zdecydowanie lepszą grę Polki niż chociażby przed Wimbledonem. Caro dobrze spisywała się przy siatce, w pewnych momentach grała nawet w stylu Isi. U Caro widać było wyraźnie, że jest znacznie lepiej przygotowana, pewniej czuje się na korcie, nie brakuje jej ogrania meczowego i intuicji tenisowej, którą zdobywa się grając, grając, grając…

Drugi set to spora dominacja Wozniacki na korcie. Pomimo tego Isia walczyła do końca i w końcówce seta pokazała pazur. Agnieszka obroniła aż 3 piłki meczowe. Caro grała szybszą piłkę, prowadziła grę, nasza tenisistka popełniła sporo błędów, a także zgubiła gdzieś serwis, który bardzo dobrze funkcjonował w poprzednich meczach. Trzeba więc przyznać, że Caro była tego dnia lepsza i zasłużenie wygrała kolejne spotkanie ze swoją przyjaciółką.

 

Caroline Wozniacki i Aga Radwańska

fot. Vaughn Ridley

Choć Isia przegrała drugiego seta 1:6 i cały mecz 3:6, 1:6 to mogliśmy zobaczyć w nim zupełnie inną Agnieszkę niż jeszcze kilka tygodni wcześniej. Widać, że Aga potrzebuje jeszcze czasu, a przede wszystkim meczów, by zyskać pewność siebie i meczowe ogranie.

Podsumowując ten turniej – na pewno nie można być smutnym i złym na Isię. W tym sezonie to zdrowie dyktuje Agnieszce możliwość treningu, gdzie i jak będzie grała. Wielokrotnie Isia powtarzała, że tenisistki i tenisiści nie są robotami i każdy kiedyś boryka się z jakimiś kontuzjami, a naszą ulubienicę w tym roku kontuzje bardzo lubią i chętnie się jej trzymają. Cała sztuka polega na tym, aby się nie poddawać i wyjść z opresji i walczyć dalej. I tak właśnie robi Aga!

My, kibice, musimy być cierpliwi, cały czas wspierać Isię, a możemy być pewni, że jeszcze nie raz będziemy płakali razem z nią ze szczęścia.

Autor tekstu: Patrycja Niemczyk