Aktualności i informacje

Wimbledon 2017 – cztery mecze Agnieszki Radwańskiej – to cieszy!

11 lipca 2017

Wimbledon jest bez wątpienia ulubionym turniejem Agnieszki Radwańskiej i zawsze sprawia, że nasza tenisistka znajduje w sobie motywację i siłę. W tym roku, po kontuzjach, problemach zdrowotnych i słabszych występach, można było obawiać się o to, co wydarzy się w Londynie. Chyba nikt nie oczekiwał od Agi, że zagra w finale czy zdobędzie w tym roku tytuł. Trzeba otwarcie powiedzieć, że po losowaniu drabinki wiele osób twierdziło, że Isia już po pierwszym meczu wróci do domu.

Biorąc pod uwagę fakt, że kilka dni wcześniej w Eastbourne Agnieszka Radwańska dość łatwo przegrała z Lauren Davis, spotkanie w pierwszej rundzie z Jeleną Jankovic naprawdę mogło budzić niepokój. Serbka, była liderka rankingu, choć w tym sezonie nie błyszczy formą i mało widać ją na kortach, zawsze jest groźną przeciwniczką i potrafi napsuć krwi. W tym meczu mogło wydarzyć się wszystko i zarówno Aga, jak i Jelena mogły schodzić z kortu na tarczy.

Mecz rozegrano we wtorek 4 lipca. W pierwszym, bardzo wyrównanym secie, mogliśmy zobaczyć zupełnie inną Agnieszkę niż tę, którą można było obserwować podczas wspomnianego turnieju w Eastbourne. Isia już od pierwszych piłek czarowała lobami i skrótami. Obie panie z każdym kolejnym gemem popisywały się różnorodnymi zagraniami, które sprawiały, że nie sposób było powstrzymać się od oklasków. Do stanu 4:4 mecz był naprawdę wyrównany, aż wreszcie Jelena Jankovic zdobyła kolejnego gema i zmusiła Agnieszkę do jeszcze lepszej gry i biegania do każdej piłki, czego efektem było doprowadzenie do tiebreaka. Tu Aga nie odpuściła ani na moment i wykorzystała błędy przeciwniczki wygrywając pierwszą część spotkania oddając jedynie 3 punkty.

W drugim secie Serbka nie miała już absolutnie nic do powiedzenia, a gry nie ułatwiały jej problemy z plecami. Agnieszka potrzebowała jedynie 20 minut, by przypieczętować zwycięstwo i za pomocą dobrego serwisu, pięknych skrótów i innych efektownych zagrań, zamknąć mecz wynikiem 7:6 (3), 6:0! Gra Agnieszki przypominała tę z Singapuru czy innych okresów kariery, gdy po Agnieszce widać, że jest zdeterminowana, że chce i nie podda się i choćby brakowało sił to będzie walczyć o każdą piłkę. Pamiętając jednak, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, popadanie w hurra optymizm nie było na miejscu.

 

Wimbledon 2017 - Agnieszka Radwańska
 

W czwartek na drodze Agnieszki stanęła Christina McHale, z którą Isia wcześniej nie straciła nawet seta. W tym sezonie Amerykanka radzi sobie dobrze i gra mocny, „strzelający” tenis, co dla Agi nie jest wygodne. Można było więc obawiać się czy nasza tenisistka poradzi sobie z przeciwniczką tak dobrze, jak w pierwszej rundzie. Trzysetowy pojedynek dostarczył kibicom naprawdę wielu emocji i tzw. zawałów.

Pierwszy set był bardzo wyrównany i dopiero w końcówce McHale zdołała wyjść na prowadzenie i zamknąć seta wynikiem 7:5. Panie grały naprawdę ładny tenis, z wieloma efektownymi akcjami, obie świetnie serwowały i choć przydarzały się błędy, nie oddawały swojego podania. Amerykanka zaskoczyła bardzo dobrą dyspozycją, a szczęście wielokrotnie się do niej uśmiechało, gdy piłka uderzona ramą trafiała idealnie w linię.

W drugim secie można było przypuszczać, że Christina jest już na prostej drodze do kolejnej rundy, ale nic podobnego! Agnieszka walczyła o każdą piłkę, pilnowała własnego serwisu, nie odpuszczała ani na chwilę, stawiała czoło świetnie dysponowanej przeciwniczce i doprowadziła do tiebreaka. W końcówce drugiego seta Isia obroniła aż dwie piłki meczowe i wykorzystała błędy rywalki wygrywając seta 7:6 (7)! Po takiej walce wręcz pewnym było, że Polka nie odpuści i zrobi wszystko, by zejść z kortu z uśmiechem na twarzy i zwycięstwem w kieszeni.

W ostatniej odsłonie spotkania Agnieszka już całkowicie dyktowała warunki, choć McHale nadal starała się utrudniać grę Polki swoją bardzo dobrą dyspozycją. Aga popisywała się naprawdę dobrym serwisem, pewnością siebie, walecznością i nastawieniem na konkretny cel: zwycięstwo i awans do kolejnego etapu rozgrywek. Trzeci set nasza tenisistka wygrała 6:3, a cały mecz 5:7, 7:6 (7), 6:3. Można śmiało powiedzieć, że Agnieszka w pełni zapracowała na wygraną w drugiej rundzie i na możliwość dalszej gry na Wimbledonie.

 

Wimbledon - Agnieszka Radwańska
 

Trzecia runda Wimbledonu wymagała od naszej tenisistki jeszcze wyższego poziomu gry, ponieważ po drugiej stronie kortu centralnego do piłek biegała Timea Bacsinszky. Isia wcześniej grała dwukrotnie ze Szwajcarką i nie zdołała wygrać ani jednego meczu. Oczywiście wśród wielu „specjalistów” pojawiały się głosy, że będzie to ostatni mecz Agi na tegorocznym Wimbledonie, ale i tym razem Isia utarła im nosa pokazując kawał dobrego tenisa.

Pierwszego seta Polka przegrała 3:6. Pierwsze 4 gemy były naprawdę bardzo wyrównane i obie tenisistki miały swoje szanse na przełamanie. Szwajcarka popisywała się świetnie granym backhandem, Agnieszka imponowała walecznością i nieustępliwością. Premierowy set zapewnił mnóstwo długich wymian, różnorodnych i efektownych zagrań, które mogły się podobać kibicom zgromadzonym licznie na korcie centralnym. W końcówce seta to Bacsinszky zepchnęła Isię do defensywy i grając coraz bardziej agresywnie, doprowadziła do zakończenia seta na swoją korzyść.

W drugiej odsłonie meczu Isia pokazała ogromnego ducha walki i mimo oporu stawianego przez Timeę, doprowadziła do wyrównania po 1 w setach wygrywając 6:4. Agnieszka postawiła na grę przy siatce, która przynosiła jej wiele cennych punktów. Oczywiście po obu stronach pojawiały się błędy. Szwajcarka psuła sporo piłek na returnie, Polka pilnowała swojego serwisu i zdobytego przełamania i dzięki temu mogła przystąpić do gry w trzecim secie.

Tuż przed rozpoczęciem ostatniej części spotkania Bacsinszky skorzystała z przerwy medycznej. Niektórzy twierdzą, że to dzięki niedyspozycji rywalki Aga wygrała seta 6:1, a tym samym cały mecz, ale kto oglądał mecz – powinien przyznać, że Polka grała w trzecim secie naprawdę znakomicie i w pełni zasłużenie odniosła pierwsze zwycięstwo nad Timeą. Po stronie przeciwniczki pojawiło się sporo błędów, a po stronie naszej tenisistki znakomicie funkcjonował serwis, dzięki któremu Aga mogła z łatwością przechodzić do ataku. Isia grała coraz bardziej efektownie popisując się znakomitymi zagraniami i udowadniając, że trawa jest jej sprzymierzeńcem. Mecz zakończył się wynikiem 3:6, 6:4, 6:1.

 

Wimbledon - Aga Radwańska
 

W poniedziałek na Agnieszkę czekało kolejne, największe wyzwanie – Swietłana Kuzniecowa. Rosjanka aż 13 razy wygrywała z Isią, która jedynie 4 razy znalazła sposób, by pokonać bardzo silnie grającą przeciwniczkę. Można było spodziewać się bardzo trudnego meczu i naprawdę mocno granych piłek, zwłaszcza że Kuzniecowa w tym sezonie gra bardzo dobrze, a w Eastbourne pokazała na co stać ją na nawierzchni trawiastej.

Zgodnie z przewidywaniami – Swietłana od pierwszych piłek grała bardzo agresywnie i choć Agnieszka przy swoim serwisie prowadziła 40:0 to rywalka potrafiła już w pierwszym gemie przełamać naszą tenisistkę. Można powiedzieć, że Isia musiała zmierzyć się z doskonale zaprogramowaną maszyną, która grała agresywnie, precyzyjnie i z bardzo dużą siłą. Mimo prób mieszania gry, schodzenia do siatki czy grania slajsem, Isia nie potrafiła znaleźć metody na idącą ciągle do przodu Swietłanę. W pierwszym secie Aga zdołała wygrać jedynie 2 gemy.

W drugim secie Polka absolutnie nie złożyła broni! Jej gra wyglądała lepiej niż w pierwszej odsłonie, Agnieszka biegała do każdej piłki i walczyła jak lwica, by postawić się Rosjance. Gra stała się bardziej wyrównana i dawała nadzieje na to, że znów po przegraniu pierwszego seta nasza tenisistka wygra cały mecz w trzech setach. Niestety zabrakło sił, ale sercu chęci do walki odmówić nie można. Kuzniecowa cały czas zmuszała Isię do biegania rozrzucając ją po korcie, uderzając coraz mocniej. Set zakończył się wynikiem 4:6, a cały mecz kolejnym zwycięstwem Swiety 6:2, 6:4.

Wimbledon 2017

fot. Clive Brunskill

Aga w swoim ostatnim meczu na Wimbledonie 2017 pokazała, że jest zdeterminowana, chce walczyć i grać w tenisa. Możemy być naprawdę dumni z Agnieszki, że mimo problemów zdrowotnych i niewystarczającego przygotowania do turnieju wielkoszlemowego, osiągnęła wynik z zeszłego roku, zagrała 4 bardzo dobre mecze i pokazała, że cały czas ma ogromne serce do walki i nie zamierza odkładać rakiety. Pozwala to optymistycznie patrzeć w przyszłość, bo już bywało tak, że nasza tenisistka słabo zaczynała sezon, miała nawet kilka „chudych” miesięcy, a koniec sezonu w jej wykonaniu był imponujący.

Podczas całego turnieju w Londynie Agnieszce na trybunach towarzyszyli przedstawiciele Fan Clubu, którzy spędzili wiele godzin w kolejce po bilety, by móc oglądać na żywo swoją ulubioną tenisistkę. O tym jak wygląda „koczowanie” po bilety – napiszemy już wkrótce!

Aga – serdecznie dziękujemy za emocje, które mogliśmy przeżywać podczas Wimbledonu.

Teraz czas na odpoczynek, a potem kolejne mecze w Toronto!

Autor tekstu: Agnieszka Bartoszewska