Aktualności i informacje

Miami 2017 – Mirjana Lucić-Baroni znów zbyt silna

28 marca 2017

Agnieszka Radwańska, po niezbyt udanym występie w turnieju Indian Wells rozgrywanym w słonecznej Kalifornii, przeniosła się do Miami, gdzie chciała poprawić swoje dotychczasowe wyniki. Jak wiadomo, z tym właśnie miejscem Aga ma bardzo dobre wspomnienia. W 2012 roku odniosła tu jeden z największych sukcesów w karierze, zdobywając tytuł bez straty seta. Jednak w tym roku nasza tenisistka przystępowała do rywalizacji osłabiona chorobą i w formie dalekiej od optymalnej.

W pierwszej rundzie, z racji rozstawienia, Aga miała wolny los. Swój pierwszy mecz zagrała przeciwko tenisistce z Chin – Qiang Wang, z którą wcześniej grała 3 razy i wszystkie mecze dość łatwo wygrywała.

Pierwszy set Isia rozpoczęła od prowadzenia 2:0. Po niedługim czasie prowadziła już 4:2. Widać było jednak, że dla Polki nie jest to łatwy mecz – wymiany z Wang były długie i męczące. Przy prowadzeniu 5:2 wydawało się, że jeszcze tylko jeden gem i polska tenisistka będzie mogła cieszyć się z wygrania pierwszego seta. Niespodziewanie przeciwniczka zdołała odrobić straty i doprowadzić do tie-breaka, którego Agnieszka wygrała do 3, a całego seta 7:6 (3).  Nasza tenisistka w rozmowie z Tomkiem Wiktorowskim sama stwierdziła, że wymęczyła tego seta.

Można było podejrzewać, że to już dosyć emocji i zaskakujących wydarzeń podczas tego meczu. Nic bardziej mylnego. Po pierwszym secie niespodziewanie zaczął padać deszcz – tak, nawet na Florydzie pada. Tym razem był on zbawienny, zwłaszcza dla Isi, która po prawie godzinnej przerwie, wróciła na kort i drugiego seta rozegrała w zupełnie inny sposób. Wraz ze słońcem, które pojawiło się nad kortem, pojawiła się znacznie lepsza gra ze strony naszej tenisistki. Aga grała odważniej, z większą pewnością siebie. Bardzo szybko osiągnęła prowadzenie 5:1, by ostatecznie drugą odsłonę wygrać 6:1 i cały mecz 7:6, 6:1. Awans do kolejnej rundy oznaczał spotkanie z Mirjaną Lucić-Baroni.

Miami Open - Agnieszka Radwańska

fot. Mrenzaero

Mecz z Chorwatką rozpoczął się dla naszej tenisistki bardzo źle. Lucić-Baroni  już od pierwszego gema grała agresywnie i mocno, była bardzo pewna siebie. Każda piłka posłana przez Mirjanę trafiała w kort. I choć Aga próbowała się przeciwstawić, niestety po 20 minutach to przeciwniczka mogła cieszyć się z wygrania pierwszego seta 6:0. Tak! Zdarza się najlepszym, zdarzyło się również naszej Agnieszce przegrać seta do 0.

W drugim secie Agnieszka próbowała walczyć na nowo, nie zważając na rezultat pierwszej partii spotkania. Panie przełamywały się do stanu 2:2. Niestety później było już tylko gorzej. Chorwatka ponownie przejęła inicjatywę i nie pozwoliła Agnieszce wygrać ani jednego gema przy własnym serwisie. Piłki posyłane przez starszą koleżankę idealnie wchodziły w kort. Poziom gry Lucić-Baroni był naprawdę bardzo wysoki, ataki kończyły się powodzeniem, a gra Agnieszki pozostawiała wiele do życzenia. Aga przegrała seta 3:6 i cały mecz 0:6, 3:6

Widać gołym okiem, że nasza tenisistka jest teraz w bardzo trudnej sytuacji, nie może odnaleźć swojego rytmu gry, jest bardzo daleka od swojego najlepszego tenisa. Można śmiało i otwarcie mówić o kryzysie. Jednak każda zawodniczka w tourze takiej sytuacji doświadczyła, bo nie są to roboty, a prawdziwi ludzie, którzy nie są w stanie cały czas grać na wysokim poziomie, dźwigać presji, oczekiwań, utrzymywać wysokiej formy fizycznej i psychicznej. Trzeba więc wierzyć, trzymać kciuki i wspierać Isię, aby udało jej się przezwyciężyć ten trudny czas. 

Radwańska vs Lucić Baroni

fot. Matthew Stockman

Trzeba dodać, że Agnieszka przed rozpoczęciem turnieju w Miami zmagała się z grypą żołądkową, a skutki w postaci spadku wagi dało się zauważyć gołym okiem. To przykre, że choroba i znaczny spadek formy zbiegły się w jednym czasie. Trzeba pamiętać, że zdrowie jest najważniejsze, dlatego mamy nadzieję, że w przerwie, która potrwa prawie miesiąc, Agnieszka zadba o swoje zdrowie fizyczne, a także o psychikę.

Teraz niepotrzebne są tzw. „dobre rady”, krytyka czy kibice, którzy odwracają się, gdy jest źle. Potrzebne jest wsparcie, bo w sporcie, tak jak w życiu, przychodzi taki moment, w którym człowiek potrzebuje po prostu wiedzieć, że nie jest sam. Potrzebny jest również szacunek do sportowca i człowieka, o którym wielu domorosłych „specjalistów” zapomniało.

Trzymaj się Aga!  Byliśmy, jesteśmy, będziemy z Tobą zawsze!

 

Autor tekstu: Patrycja Niemczyk